Niesamowite zjawisko i częściowe zniszczenie kościoła
Piorun w lutym to coś bardzo dziwnego, tym bardziej w czasie potężnej śnieżycy. Właśnie od takiego pioruna spaliła się część kościoła zmieniając na zawsze jego wygląd. Pożar był tak ogromny, że częściowo <b>stopił aż cztery dzwony</b>. Płomienie pochłonęły też gospodarstwa na ulicy Głubczyckiej i ulicy Zwycięstwa.
Była sobota, 14 lutego 1846 roku. Data łatwa do zapamiętania, wszak wypadał wtedy dzień świętego Walentego. Około godziny 14:00 działo się coś niesamowitego. Nad miejscowość nadciągnęła ciemna chmura burzowa. Rozpętało się śnieżne piekło.
Z chwilą, gdy kościelne dzwony wybiły godzinę 14, ni stąd ni zowąd, rozległ się przerażający strzał pioruna, który nieźle wystraszył okolicznych mieszkańców. O ile gęste opady śniegu nikogo nie dziwiły (wszak panował środek zimy), o tyle piorun o tej porze roku był czymś niespotykanym.